Stan radości zagościł w tygrysich sercach. Lepiej mogłoby być tylko wtedy,
gdybyśmy te chwile mogli celebrować w jakiejś wiosce nad Mekongiem i okrasić
dla Was okolicznościową fotą… Naród wybrał. Naród nominował Tygrysy!
Kochani, dziękujemy! Przyjaciołom, załogom szpitali, studentom śląskich uczelni,
ludziom morza, wyimaginowanym zastępom fanek i ogólnie wszystkim tym,
których mamy nadzieję dopiero poznać.
Poparcie, jakie uzyskały Tygrysy jest tym bardziej ujmujące, że Tygrysy – z przyczyn obiektywnych – na jakiś czas musiały zejść z azjatyckiego szlaku. Okazuje się więc,
że – pomimo przestoju statutowej aktywności – nad Wisłą jest zapotrzebowanie na wyznawane wartości i tygrysi styl. Warto również zaznaczyć, że niniejszy blog został stworzony i był pisany nie pod kątem prezentowania szerszej publice (a tym bardziej konkursowym), ale jako forma przekazu dla naszych rodzin i przyjaciół. Tygrysi serwis pozostał w niezmienionej formie, więc prawdą jest również to, że byliśmy w Azji.
Liczba głosów, które oddaliście oznacza zebraną równowartość setek tysięcy
laotańskich kipów. Dziękujemy, gratulujemy i jednocześnie przypominamy,
że te środki zostaną przekazane na rzecz programu rehabilitacji osób niepełnosprawnych.
Naród powiedział Tygrysom ‘Tak’!
•21 Styczeń 2010 • Dodaj komentarzGłos Azji
•16 Styczeń 2010 • Dodaj komentarzJako dowód wdzięczności za dotychczas oddane głosy na Tygrysy, załączamy zdjęcie,
będące świadectwem jakże miłego i gorącego – niczym nasza koleżanka – poparcia z Filipin.
Sądząc po tkwiącej w niej mocy, a także argumentach i temperamencie – filipińska wyspa Cebu trzyma kciuki za tygrysi projekt.
Tygrysy w konkursie
•12 Styczeń 2010 • Dodaj komentarzPo falstarcie, spowodowanym problemami technicznymi – za które przepraszamy
w imieniu organizatora Konkursu – już można głosować na Tygrysy!
Kochani, dziękujemy za głosy zachęcające do udziału w onetowym konkursie, dzięki którym -
po dogłębnej analizie, popartej kilkoma litrami wypitych herbaty i mleka – postanowiliśmy zgłosić tygrysi akces. W oczekiwaniu na kolejną podróż i relacje, zachęcamy Was do wsparcia szans tygyrysiego portalu. Nie sprzedawajcie w tym celu pamiątek komunijnych, pralek, telewizorów
i innych wartościowych sprzętów, bowiem z jednego numeru można zagłosować tylko raz.
Niechaj będzie to więc okazja chociażby do kontaktu z zapomnianą rodziną z drugiego krańca Polski. Niech również zwaśnione strony zjednoczą się wokół poparcia dla tygrysiego projektu! Miałem sen…
Warto nadmienić, że w poprzedniej edycji dochód z wysłanych esemesów został przekazany
na szczytny cel. Należy się spodziewać, że podobnie będzie w tym roku.
Bez względu na oficjalne wyniku konkursu – już jesteśmy zwycięzcami, mając Was
- zacne grono czytelników:)
Nowych gości witamy w tygrysich prograch, jednocześnie zapraszając do lektury.
Niechaj stanie się ona dla Was inspiracją do wyruszenia na podbój azjatyckich szlaków…
Reaktywacja serwisu
•8 Grudzień 2009 • Dodaj komentarzKochani, w odpowiedzi na setki mejli – z różnych części Katowic i Laosu -
oraz po wysłuchaniu próśb tzw. zwykłych ludzi na ulicach, reaktywowaliśmy tygrysowy serwis. Powrót tylko póki co jedynie wirtualny…
W międzyczasie odbyła się seria spotkań, na których udowadniano wyższość rodzimych trunków nad filipińskim rumem, a także zainaugurowany został cykl pokazów slajdów, na które zapraszane są Tygrysy. O kolejnych postaramy się informować na stronie.
W ramach rehabilitacji za przerwę w nadawaniu, artykuł Jakuba Hetmańczyka – znanego
w Czeladzi i Sorsogonie socjologa – w którym badacz dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami
i wrażeniami z podróży. Autor zapowiada kolejne publikacje.
30.12. Tym razem pod socjologiczną lupą znalazły się Filipiny. Zapraszamy do lektury
kolejnego artykułu Jakuba Hetmańczyka!
Tygrysy w Polsce
•21 Lipiec 2009 • Dodaj komentarzW krotkopilowym skrocie: 20 lipca, o 0915 lokalnego czasu, rejsowy aeroplan z Tygrysami na pokladzie wyladowal na lotnisku w podkrakowskich Balicach. Tym samym, po 87 dniach podrozy, przemierzeniu dziesiatkow tysiecy kilometrow roznymi srodkami lokomocji – Tygrysy powrocily.
Do Macierzy. Do Domu Ojcow. Do Polski.
W najblizszy piatek zapraszamy blogowiczow na azjatyckie opowiesci. Pewnie beda tez tance
i w ogole. Liczymy na wasze wstawiennictwo.
Pees – 19 lipca odnotowalismy rekordowa ilosc – 817 wejsc na nasz portal. Dziekujemy:)
Epilog
•18 Lipiec 2009 • 2 komentarzy
“Nie ma szczescia dla kogos, kto nie podrozuje, Rohito!
Od przebywania w spoleczenstwie ludzi
Nawet najlepszy z nich sie gubi.
Wyruszaj w podroz.
Stopy wedrowca staja sie silne,
Jego dusza dojrzewa i wydaje owoce,
A jego przywary zmywane sa trudami podrozy.
Los kogos, kto stoi w miejscu, nie porusza sie,
Spi razem z nim
I wstaje, kiedy ten sie budzi.
A wiec idz, podrozuj, Rohito!”
Poludniowy Wietnam
•10 Lipiec 2009 • 4 komentarzyOto jest – dlugo oczekiwany meldunek z tygrysiego szlaku. Dziekujemy za dziesiatki mejli od zniecierpliwionych blogowiczow;]
Od tygodnia jestesmy w Wietnamie, gdzie nasze szeregi zasilil czeski zaciag tygrow – Angelina
i Czeslaw. Wspolna podroz rozpoczelismy w miescie powszechnie znanym jako Sajgon, chociaz oficjalna, wietnamska nazwa to Ho Chi Minh – od nazwiska komunistycznego wodza z czasow wojny wietnamskiej. W polskich warunkach raczej trudno wyobrazic sobie miasto o nazwie np. “Stefan Banach”. Poza znanym juz z innych azjatyckich krajow umilowaniu do narodowych guru – ich obrazkach i obrazach wiszacych w domach, knajpach, na budynkach uzytecznosci publicznej
i ogolnie wszedzie, w Wietnamie wizerunek Ho Chi Minha – “wujka Ho”, wystepuje rowniez na kazdym banknocie waluty wietnamskiej. Wracajac do miasta – jest ono wyjatkowo zanieczyszczone, a jego ulice zapelnione sa jezdzacymi w szalenczym tempie motocyklami. Trudno wyobrazic sobie co by bylo, gdyby mieszkancy Sajgonu przesiedli sie z motocykli do samochodow. Potoczne pojecie “sajgon” nabraloby z pewnoscia jeszcze bardziej wyrazistego znaczenia.
Jako, ze Wietnam jest krajem raczej dlugim niz szerokim, z Sajgonu kierujemy sie na polnoc,
w strone Hanoi. Pierwszymi przystankami byly Mui Ne i Nha Trang. Pomimo kurortowego charakteru tych miejsc, naszym celem nie byly rzecz jasna hotele hiltonowego pokroju, tylko konfrotnacja wrazen z wczesniej odwiedzonych plaz, a takze polozone niedaleko Mui Ne wawoz
i wydmy, gdzie widoki byly co najmniej przednie, niemalze afrykanskie. Sama atrakcja zjazdu na karimatach z wydm dostarcza wrazen raczej przecietnych, niewspolmiernych do szalenstw na sniegu w naszych Beskidach.
Z kolei w Nha Trang zdecydowalismy sie na penetracje okolicznych wysp. Impreza – podobnie jak na Filipinach – firmowana jako “island hopping”. Wariant wietnamski zupelnie odmienny, acz nie gorszy – z plywajacym barem, zastawionym winem. Glownym punktem programu byly skoki do wody. Lodka, ktora plywalismy miedzy wyspami byla konstrukcja wybitnie nieskomplikowana.
Tym bardziej zaskoczyla nas kreatywnosc zalogi w zakresie wykorzystania przestrzeni, kiedy spozywanie obiadu na gornym pokladzie przerwaly nam glosne dzwieki gitary i perkusji, od ktorych zatrzeszczalo drewniane poszycie statku. Lawki na dole zostaly poskladane, tworzac podest, na ktorym popis dawala podchmielona kapela. Po lokalnych wystepach przyszedl czas na wywolywanie na scene reprezentantow poszczegolnych krajow. Polsko – czeska grupa delegowala Maciuchara. Zaskoczony i bez mozliwosci rozgrzania aparatu glosowego, odwolal sie rzecz jasna do repertuaru, w ktorym czuje sie jak ryba w wodzie. “Corka rybaka”. Przy akompaniamencie wietnamskich grajkow, nie nadazajacych za akcja utworu, efekt byl co najmniej ciekawy, a wodzirej prosil
o jeszcze.
W trakcie pobytu w Mui Ne, po raz kolejny zdecydowalismy sie na zwiedzanie okolicy skuterami.
I tak dotarlismy do My Son, w ktorym znajduja sie ruiny miasta cywilizacji Champa. Z czysto technicznego punktu widzenia – w odniesieniu do Angkor Wat – jest to kompleks z pewnoscia kilkadziesiat razy mniejszy i gorzej zachowany. Ciekawostka – przez kilka lat, w ramach polsko – wietnamskiej wspolpracy, w pracach konserwatorskich na tych terenach brala udzial grupa polskich uczonych, pod kierunkiem architeka Kazimirza Kwiatkowskiego.
W Mui Ne poza przemierzaniem turystycznych szlakow, oddalismy sie rowniez w rece tamtejszych krawcow. Namiastke efektu ich prac widac na fotografiach, a dokladniej zapoznacie sie z nimi pojawiajac sie na salonach nad Wisla.
W odroznieniu od poprzednich postow, tym razem nie bedziemy rozplywali sie nad tutejszym spoleczenstwem. Wietnamczykom blizej raczej do Polakow niz Khmerow;)
Pees – co prawda z niemalym posilzigiem, jednak z niemniejsza przyjemnoscia, pragniemy obwiescic jubileusz ponad dwudziestu tysiecy wejsc do naszego serwisu, przy dwudziestu pieciu postach i prawie dwustu komentarzach. Dziekujemy:)
Phnom Penh i Sihanoukville
•2 Lipiec 2009 • 5 komentarzyDotychczas odwiedzone azjatyckie stolice zrodzily w nas lekka niepewnosc przed wizyta w Phnom Penh. Miasto okazalo sie nie przytlaczajacym, ciekawym i dobrze zorganizowanym logistycznie miejscem. Jak we Francji – powiedzial, nie majacy dotychczas sposobnosci odwiedzenia tego kraju, Jaqbek. W miejskich zabudowaniach faktycznie widac europejskie wplywy okresu kolonialnego.
W Phnom Penh mielismy okazje odbyc swoja najdluzsza wizyte w muzeum. W trakcie zwiedzania nad miastem przeszla konkretna ulewa, skutecznie przypominajac nam o panujacej wlasnie porze deszczowej. W ciagu godziny glowne ulice miasta zostaly zalane woda na wysokosc kilkudziesieciu centymetrow. Okazalo sie, ze sprawnego systemu odplywu nie ma nawet przy Palacu Krolewskim. Nie zwazajac na unoszace sie na wodzie skarby ulicy, wspolnie z miejscowa ludnoscia oddalismy sie beztroskiemu brodzeniu po kolana, przyjmujac co jakis czas fale, wywolywane ruchem samochodow. Kolejna pJona dla Khmerow, znajdujacych rozrywke w najdziwniejszych sytuacjach.
Z Phnom Penh pojechalismy na wybrzeze do Sihanoukville. W przeciwienstwie do Malezyjczykow
i Tajow, Khmerowie nie koloryzuja swoich atrakcji. Sihanoukville jest opisywane jako kurort
o duzym potencjale, ale wymagajacy rozwoju. Z naszego punku widzenia to miejsce ze swietnymi plazami, zlocistym piaskiem i przejrzysta woda. I oczywiscie przyjaznymi Khmerami, usmiechnietmi i skorymi do zawierania znajomosci, nawet pomimo bariery jezykowej.
A dzieci, ktorych rodzicow nie stac na oplacenie edukacji, podobnie jak pod Angkor Wat, biora los w swoje rece i – wciaz urzekajac nas swoja przedsiebiorczoscia i pozytywnym usposobieniem – handluja czym sie da. To raczej malo popularna u nas alternatywa dla uzalania sie nad swoim losem
i kradziezami. Najwieksze uznanie w naszych zoladkach znalazly kilogramy homarow.
Kambodze opuszczamy z bagazem przepozytywnych wrazen, jednoczesnie polecajac
ja wybierajacym sie w azjatyckie rejony podroznikom.
Siem Reap, Battambang
•29 Czerwiec 2009 • 2 komentarzyZe wzgledow logistycznych z Laosu do Kambodzy dostalismy sie przez Bangkok. Kilka godzin
w Tajlandii, wiza za 35 dolarow, bezcenne. Wzmianka o kasie jest znamienna – juz nie oszukujemy sie co do stanu swoich kont i wchodzimy w dlugo odwlekany okres wegetacji:) Cale szczescie – Pucher stawia;) A tak naprawde w zyciu podroznika przyziemna kwestia kasy nie gra roli.
Naszym pierwszym celem w Kambodzy bylo Siem Reap, w ktorego granicach znajduje sie miejsce, bedace swiadectwem potegi Khmerow sprzed wiekow – najwiekszy na swiecie,
a jednoczesnie wciaz nieodkryty kompleks swiatynno – palacowy. Calosc jest rozpoznawana
i opisywana jako Angkor Wat – od nazwy najslynniejszej ze swiatyn. Na obejrzenie wszystkich pozostalosci po zlotej erze tych ziem potrzeba by co najmniej kilku dni. Nasze intensywne, trzydniowe zwiedzanie to kilkanascie godzin przemierzania szlakow, uslanych ruinami symetrycznie stawianych budowli, ktore zwienczone zostalo wschodem slonca nad Angor Wat.
W trakcie pobytu w Siem Reap odwiedzilismy rowniez plywajaca wioske. To tam Maciuchar – specjalnie dla blogowiczow – zarzucil na szyje weza. Domy, szkoly, swiatynie roznych wyznan – cala wioska to konstrukcje unoszace sie na wodzie i przymocowane linami do nabrzeza.
Kolejnym miejscem, ktore odwiedzilismy bylo Battambang, gdzie glownymi atrakcjami byly podroz kolejka bambusowa i… lekcja gotowania – kuchnia khmerska. Uczniami rzecz jasna bylismy pojetnymi, ale ze wzgledu na niedostepnosc czesci skladnikow, pewnie nie bedziemy w stanie odtworzyc tych potraw nad Wisla.
Wpis o Kambodzy powinnismy w zasadzie zaczac od naszych spostrzezen dot. tutejszej ludnosci. Bylismy co najmniej pozytywnie zaskoczeni, jestesmy i pewnie jeszcze dlugo bedziemy pod wrazeniem ich zyczliwosci i otwartosci. Khmerowie to najbardziej pozytywni ludzie, jakich spotkalismy w Azji. A tutejsze kobiety sa najladniejsze i – co nie mniej urzekajace – propaguja naturalne piekno. Znacie standardy, wiecie ze to opinia ekspercka:) Ludzie sa bardzo przyjazni
i usmiechnieci. Jeden z wielu przykladow – w trakcie zwiedzania plywajacej wioski, facet wywrocil lodke, ktora plynela starsza kobieta. Reakcja byly smiech i owacje okolicznych mieszkancow,
w tym takze ofiary zdarzenia. Zdazylismy zarazic sie pozytywnym usposobieniem Azjatow, szczegolnie Khmerow. Trudno sobie wyobrazic, ze – niestety – trzeba bedzie przestawic sie na bardziej skomplikowane realia.
krótka piła
•23 Czerwiec 2009 • 3 komentarzydrodzy blogowicze (blogersi, blogacze, blogsony), pozwoliłem sobie zmienić dizajn tygrysów. przyjemnie się go czyta, nie wali po oczach…jednak jeśli wolicie stary wygląd, dajcie znać,
gdyż ponieważ blog jest dla was
potrzebuję tylko jakiegoś zdjęcia na nagłówek, ktoś ma jakieś pomysły?
mikuchar




































































































