Poludniowy Wietnam
Oto jest – dlugo oczekiwany meldunek z tygrysiego szlaku. Dziekujemy za dziesiatki mejli od zniecierpliwionych blogowiczow;]
Od tygodnia jestesmy w Wietnamie, gdzie nasze szeregi zasilil czeski zaciag tygrow – Angelina
i Czeslaw. Wspolna podroz rozpoczelismy w miescie powszechnie znanym jako Sajgon, chociaz oficjalna, wietnamska nazwa to Ho Chi Minh – od nazwiska komunistycznego wodza z czasow wojny wietnamskiej. W polskich warunkach raczej trudno wyobrazic sobie miasto o nazwie np. “Stefan Banach”. Poza znanym juz z innych azjatyckich krajow umilowaniu do narodowych guru – ich obrazkach i obrazach wiszacych w domach, knajpach, na budynkach uzytecznosci publicznej
i ogolnie wszedzie, w Wietnamie wizerunek Ho Chi Minha – “wujka Ho”, wystepuje rowniez na kazdym banknocie waluty wietnamskiej. Wracajac do miasta – jest ono wyjatkowo zanieczyszczone, a jego ulice zapelnione sa jezdzacymi w szalenczym tempie motocyklami. Trudno wyobrazic sobie co by bylo, gdyby mieszkancy Sajgonu przesiedli sie z motocykli do samochodow. Potoczne pojecie “sajgon” nabraloby z pewnoscia jeszcze bardziej wyrazistego znaczenia.
Jako, ze Wietnam jest krajem raczej dlugim niz szerokim, z Sajgonu kierujemy sie na polnoc,
w strone Hanoi. Pierwszymi przystankami byly Mui Ne i Nha Trang. Pomimo kurortowego charakteru tych miejsc, naszym celem nie byly rzecz jasna hotele hiltonowego pokroju, tylko konfrotnacja wrazen z wczesniej odwiedzonych plaz, a takze polozone niedaleko Mui Ne wawoz
i wydmy, gdzie widoki byly co najmniej przednie, niemalze afrykanskie. Sama atrakcja zjazdu na karimatach z wydm dostarcza wrazen raczej przecietnych, niewspolmiernych do szalenstw na sniegu w naszych Beskidach.
Z kolei w Nha Trang zdecydowalismy sie na penetracje okolicznych wysp. Impreza – podobnie jak na Filipinach – firmowana jako “island hopping”. Wariant wietnamski zupelnie odmienny, acz nie gorszy – z plywajacym barem, zastawionym winem. Glownym punktem programu byly skoki do wody. Lodka, ktora plywalismy miedzy wyspami byla konstrukcja wybitnie nieskomplikowana.
Tym bardziej zaskoczyla nas kreatywnosc zalogi w zakresie wykorzystania przestrzeni, kiedy spozywanie obiadu na gornym pokladzie przerwaly nam glosne dzwieki gitary i perkusji, od ktorych zatrzeszczalo drewniane poszycie statku. Lawki na dole zostaly poskladane, tworzac podest, na ktorym popis dawala podchmielona kapela. Po lokalnych wystepach przyszedl czas na wywolywanie na scene reprezentantow poszczegolnych krajow. Polsko – czeska grupa delegowala Maciuchara. Zaskoczony i bez mozliwosci rozgrzania aparatu glosowego, odwolal sie rzecz jasna do repertuaru, w ktorym czuje sie jak ryba w wodzie. “Corka rybaka”. Przy akompaniamencie wietnamskich grajkow, nie nadazajacych za akcja utworu, efekt byl co najmniej ciekawy, a wodzirej prosil
o jeszcze.
W trakcie pobytu w Mui Ne, po raz kolejny zdecydowalismy sie na zwiedzanie okolicy skuterami.
I tak dotarlismy do My Son, w ktorym znajduja sie ruiny miasta cywilizacji Champa. Z czysto technicznego punktu widzenia – w odniesieniu do Angkor Wat – jest to kompleks z pewnoscia kilkadziesiat razy mniejszy i gorzej zachowany. Ciekawostka – przez kilka lat, w ramach polsko – wietnamskiej wspolpracy, w pracach konserwatorskich na tych terenach brala udzial grupa polskich uczonych, pod kierunkiem architeka Kazimirza Kwiatkowskiego.
W Mui Ne poza przemierzaniem turystycznych szlakow, oddalismy sie rowniez w rece tamtejszych krawcow. Namiastke efektu ich prac widac na fotografiach, a dokladniej zapoznacie sie z nimi pojawiajac sie na salonach nad Wisla.
W odroznieniu od poprzednich postow, tym razem nie bedziemy rozplywali sie nad tutejszym spoleczenstwem. Wietnamczykom blizej raczej do Polakow niz Khmerow;)
Pees – co prawda z niemalym posilzigiem, jednak z niemniejsza przyjemnoscia, pragniemy obwiescic jubileusz ponad dwudziestu tysiecy wejsc do naszego serwisu, przy dwudziestu pieciu postach i prawie dwustu komentarzach. Dziekujemy:)

























A dziewczyny zaopatrzyły się w suknie wieczorowe na okoliczność studniówki?
Chłopaki, ajest mozliwosc zalatwienia takiegoz dystyngowanego stroju i koledze Taslwowi, czyli mnie we wlasnej osobie?:>
rogalik się melduje:) ehhh czy już pisałam ze Wam zazdroszcze? kiedy wracacie ?
Hej tygrysy!! Jak tam było w Hanoi?? Słyszłam ze dobrze sie bawiliście??:) Jak wrocicie juz to dajcie znac starej znajomej, trzeba Was jakos powitać w ojczyźnie:))) Pozdrowionka!!!